Парафія Пресвятої Діви Маріі Неустанної Допомоги, Бровари

Парафия Божьей Матери Ченстоховской. Мариуполь.

вівторок, 1 жовтня 2013 р.

Dobry Papież Jan - fascynujące życie Jana XXIII


KAI / mm

Dzisiaj podczas konsystorza kardynałówpapież Franciszek wyznaczył datę kanonizacji bł. papieży: Jana XXIII i Jana Pawła II na 27 kwietnia 2014 r. - Niedzielę Miłosierdzia Bożego. Z tej okazji przedstawiamy sylwetkę papieża Roncallego.


Mimo krótkiego pontyfikatu (1958-1963) bł. Jan XXIII uchodzi za jednego z najwybitniejszychpapieży w dziejach Kościoła. Znany głównie jako inicjator Soboru Watykańskiego II, "dobry papież" - jak go nazywano - był przede wszystkim człowiekiem pełnym osobistego uroku, skromności i pokory, znanym z doskonałego poczucia humoru. Z "Dziennika duszy", który po sobie zostawił, wyłania się sylwetka chrześcijanina, który był zakochany w Bogu, wystrzegał się grzechu i obdarzał przyjaźnią wszystkich ludzi, bez względu na ich poglądy czy wiarę. Jednak cechą, która go najbardziej wyróżniała była udzielająca się innym niezwykła pogoda ducha. "Smutny ksiądz - mawiał - jest złym księdzem".

Każdy może zostać papieżem

Gdy 9 października 1958 r. zmarł po niemal 20 latach pontyfikatu Pius XII, powszechnie uważano, że jedynym godnym jego następcą może być tylko arcybiskup Mediolanu Giovanni Battista Montini, długoletni współpracownik papieża. Niestety, nie był on kardynałem. Według ludzkich kalkulacji należało teraz wybrać - jak mówili złośliwcy - "najstarszego i najgłupszego" wśród purpuratów, aby mianował Montiniego kardynałem, a wkrótce potem zejściem z tego świata opróżnił dla niego tron św. Piotra. 28 października, w trzecim dniu konklawe, w jedenastym głosowaniu, wymaganą większość głosów uzyskał kard. Angelo Giuseppe Roncalli, liczący niemal 77 lat patriarcha Wenecji. Przyjął imię Jana XXIII.

"Każdy może zostać papieżem; najlepszy dowód, że ja nim zostałem" - te słowa zdawały się potwierdzać, że nowy Biskup Rzymu dobrze zrozumiał swą rolę. Już 17 listopada abp Montini znalazł się na pierwszym miejscu listy nominatów, którzy 15 grudnia mieli otrzymać kapelusze kardynalskie. Papież nazywał go potem kardynałem Hamletem... Nic jeszcze nie zapowiadało burzy, jaką Jan XXIII rozpętał, gdy 25 stycznia 1959 r. ogłosił decyzję o zwołaniu soboru powszechnego.

Błogosławiona bieda

Urodził się w górskiej wiosce niedaleko Bergamo w północnych Włoszech. Jego ojciec, mając do wykarmienia dziesięcioro dzieci, przez długi czas był jedynie dzierżawcą skrawka ziemi. "Wyrosłem w atmosferze samowystarczalnej, błogosławionej biedy, która ma bardzo małe wymagania" - wspominał papież. Doświadczenie to naznaczyło go na całe życie, w którym odznaczał się wielką prostotą. Nie imponowały mu godności, którymi stopniowo obdarowywał go Kościół. Nie pragnął ich, przyjmował je niechętnie, w duchu posłuszeństwa. Lecz to właśnie dzięki nim stał się jednym z najlepiej przygotowanych do swej posługipapieży, nie tylko XX w.

Do szkoły chodził 6 km w każdą stronę przez góry, najczęściej boso. Choć był zdolny, nie miał zamiłowania do nauki. Najczęściej zbierał oceny zaledwie dostateczne. Mimo to przyjęto go do seminarium w Bergamo. O kapłaństwie myślał od dziecka. Marzył o tym, by być wiejskim proboszczem... "Nie pamiętam takiej chwili, żebym nie chciał służyć Bogu jako ksiądz" - mówił po latach.

Studia teologiczne kontynuował w rzymskim Seminarium św. Apolinarego, uzupełniając je specjalizacją z historii Kościoła, która nie przestała być jego pasją nawet wtedy, gdy został papieżem.

Chcę być dobry

Nazajutrz po święceniach kapłańskich klęcząc przed papieżem św. Piusem X usłyszał słowa: "Życzę, aby Twoje kapłaństwo stało się pocieszeniem dla Kościoła Bożego". "Chcę być dobry, zawsze, wobec wszystkich" - notował młody kapłan.

Gdy kilka dni później odprawiał prymicje w swej rodzinnej wiosce, ktoś zażartował: "Teraz musi ksiądz się postarać i zostać papieżem". Ojciec Angela nie miał tak dalekosiężnych planów. Kiedyś na widok syna w sutannie wbił łopatę w ziemię, tak że lśniła w słońcu niczym infuła na głowie biskupa, i westchnął: "Och, gdybym któregoś dnia mógł zobaczyć infułę na twojej głowie!".

Jesienią Roncalli został prefektem u św. Apolinarego, nadal studiując, tym razem prawo kanoniczne. Niedługo jednak, gdyż na początku 1905 r. nowy biskup Bergamo - Giacomo Maria Radini-Tedeschi mianował go swoim sekretarzem. Wkrótce 24-letni Roncalli rozpoczął również wykłady w seminarium w Bergamo, najpierw z historii Kościoła, a potem także z apologetyki i patrystyki. Biskup pokochał sekretarza jak syna. Z biegiem czasu coraz bardziej włączał go w sprawy zarządu diecezją, a także w działalność społeczną, gdyż uważał, że Kościół nie może zamknąć się w zakrystii. Mianował go redaktorem naczelnym "Życia diecezjalnego", wysyłał też w świat: do Francji, Hiszpanii, Austro-Węgier, Ziemi Świętej... Niekiedy wyjazdy te miały charakter misji specjalnych, odbywanych na zlecenie Stolicy Apostolskiej. Raport ks. Roncallego po powrocie z Lourdes w 1908 r. miał się przyczynić do życzliwszego spojrzenia rzymskich kurialistów na dokonujące się tam cuda i przybywające tłumy pielgrzymów.

Wojna wiele mnie nauczyła

Pierwsza wojna światowa oznaczała dla Roncallego przywdzianie munduru żołnierskiego. Wprawdzie już jako kleryk odbył służbę wojskową, teraz jednak jako kapelan w stopniu sierżanta, a potem porucznika, z potężnym wąsem i ogoloną głową, posługiwał rannym w szpitalach. Bywało, że przy większym napływie rannych stawał się sanitariuszem, lekarzem, a nawet chirurgiem. Jego podopieczni wspominali później, że uspokajała ich sama jego obecność: głos, spojrzenie, gesty. Najpierw troszczył się o ratunek dla ich ciała, a gdy nie było już na to nadziei - dla ich duszy. Obrazy rannych konających w konwulsjach, ze względu na swą liczbę pozbawionych należytej opieki, rzucających się w gorączce, leżących w kałużach krwi i bez opatrunków, jeden przy drugim, żywi pośród umarłych - mocno wryły się w pamięć przyszłego papieża. "Wojna wiele mnie nauczyła. Jakże dokładnie poznałem wtedy ludzkie serca" - wyznał po latach. "Wciąż pamiętam - wspominał pół wieku później - krzyk Austriaka, z klatką piersiową rozerwaną przez bagnety. Obraz ten jak żywy stał mi przed oczami, gdy pracowałem nad encykliką «Pacem in terris»".

Powrót do Bergamo oznaczał nowe obowiązki: nie tylko wykładał w seminarium, w którym został też ojcem duchownym, ale również zajmował się młodzieżą, tworząc dla niej dom studenta. Jego zdolności organizacyjne sprawiły, że papież Benedykt XV postawił go na czele włoskiego Dzieła Rozkrzewiania Wiary. To on na zlecenie Piusa XI przygotował dekret nadający dziełom misyjnym tytuł papieskich. Nowy styl pracy (uprościł procedury, przełamywał zadawnione tradycje, wyjeżdżał niezapowiedziany za granicę), sukces wystawy misyjnej, którą zorganizował, a także wkład w przygotowanie Roku Świętego 1925 r. zostały docenione: ks. Roncalli przeszedł do pracy w dyplomacji watykańskiej.

Nędzne życie biurokraty

Wraz z przyjęciem święceń biskupich i wyjazdem jako wizytator apostolski do Bułgarii zaczął się w życiu Roncallego niemal trzydziestoletni okres pracy dyplomatycznej. Zarazem był to czas poznawania chrześcijańskiego Wschodu i przełamywania lodów w kontaktach z hierarchią prawosławną. Bardzo pomocne były tu cechy charakteru papieskiego wysłannika, a szczególnie bezpośredniość kontaktów i dar wypowiadania odpowiedniego słowa w odpowiedniej chwili. Lodowate początkowo przyjęcie arcybiskupa, stopniowo nabierało serdecznej atmosfery.

W prawosławnej Bułgarii udało mu się otworzyć katolickie seminarium duchowne i uzyskać uznanie dyplomów katolickich szkół. Klęską natomiast zakończyło się pośrednictwo Roncallego w sprawie ślubu cara Borysa z włoską księżniczką Giovanną. Wprawdzie młodzi wzięli katolicki ślub w Asyżu, jednak po powrocie do Sofii ceremonię powtórzono w katedrze prawosławnej, zaś dziecko zostało - wbrew ustaleniom - ochrzczone w wierze prawosławnej. Mimo to, gdy po 10 latach opuszczał Bułgarię, był zakochany w tym kraju. Poprosił nawet papieża o zmianę tytularnej stolicy biskupiej z Areopolis na bułgarską Mesembrię (dzisiejszy Nesebyr).

Roncalli nie zapominał, że jest nie tylko wysłannikiem Stolicy Apostolskiej, ale przede wszystkim biskupem. "Jak nędzne jest życie biskupa czy księdza zredukowanego wyłącznie do roli dyplomaty lub biurokraty" - ubolewał. Uczył się więc języka kraju, w którym przebywał, aby odwiedzając tamtejszych katolików, nieraz w zapadłych i trudno dostępnych górskich wioskach, móc głosić kazania. On, który znał tylko liturgię rzymską, odprawianą po łacinie, zaczął uczestniczyć w nabożeństwach w rycie bizantyjskim. Nawoływał katolików do kochania swych prawosławnych braci. Poznawał regionalne tradycje. Spieszył z pomocą ubogim - pod siedzibą wizytatora w czasie wielkiego głodu ustawiały się kilometrowe kolejki, a on sam na wózku ciągniętym przez muły przemierzał kraj z zapasami żywności dla potrzebujących.

Arcybiskup w meloniku

Gdy po 10 latach został przeniesiony jako delegat apostolski do Grecji i Turcji, został także wikariuszem apostolskim Stambułu. To właśnie Roncalli nawiązał trwające do dziś dobre stosunki między Kościołem katolickim a patriarchatem ekumenicznym Konstantynopola. Zarządził wprowadzenie kazań i końcowych modlitw Mszy św. po turecku. Jednocześnie podporządkował się obowiązującemu w Turcji zakazowi noszenia stroju duchownego: przez 10 lat chodził w garniturze i w meloniku.

W Grecji uzyskał złagodzenie poniżającej katolików ustawy przeciwko prozelityzmowi. Gdy wybuchła druga wojna światowa Roncalli pomagał uchodźcom, pośredniczył w przesyłaniu jeńcom wojennym listów od rodzin, a przede wszystkim organizował dostawy żywności i lekarstw dla setek tysięcy głodujących Greków. "Trzeba było okropności wojny, żeby nasze drogi się skrzyżowały" - powiedział mu prawosławny metropolita Damaskinos, gdy wspólnie wizytowali sierociniec.

Gdy ambasador Niemiec chciał za pośrednictwem Roncallego wpłynąć na Piusa XII, by udzielił moralnego poparcia Rzeszy walczącej z ateistycznym ZSRR, arcybiskup odparł z gniewem: "A co z tymi milionami Żydów, których pańscy rodacy mordują w Polsce i w Niemczech?". Osobiście uratował tysiące uciekających z Europy dzieci żydowskich, wymuszając na władzach tureckich, by mogły swobodnie odpłynąć do Palestyny.

"Pokutujcie, pokutujcie, pokutujcie..."

Pod koniec grudnia 1944 r. abp Roncalli przybył do Paryża jako nuncjusz apostolski. Wystarczyło kilka pierwszych godzin pobytu, aby "wiejski proboszcz, tak gruby, że nie mieścił się w swej sutannie" - jak go postrzegano - stał się prawdziwą osobistością i ulubieńcem salonów. Jako dziekan korpusu dyplomatycznego miał złożyć życzenia noworoczne w imieniu dyplomatów szefowi rządu gen. Charlesowi de Gaulle. Ponieważ nie było pewności, że przyjedzie na czas, na wszelki wypadek zastępcze przemówienie napisał ambasador ZSRR. Roncalli nie zdążył przygotować tekstu, więc udał się do Rosjanina, od którego pożyczył przemówienie i je wygłosił, dodając od siebie kilka słów o Bożej opatrzności.

Przyjmował u siebie ludzi o różnych orientacjach politycznych, w tym znanych antyklerykałów. - Dzielą nas poglądy? Przyzna Pan, że to tak niewiele - przekonywał jednego z nich. Całą Francję obiegły powiedzonka nuncjusza. Kiedyś w czasie bankietu posadzono go obok mocno wydekoltowanej pani. Podczas deseru podał jej jabłko i wyjaśnił: "Ewa dopiero gdy zjadła jabłko spostrzegła, że jest naga". Lubił żartować ze swojej tuszy. Po uroczystej sesji w Akademii Francuskiej stwierdził, że na tamtejszych krzesłach mieści się tylko pół nuncjusza... Już jako papież usłyszał jak za jego plecami jedna pani mówiła do drugiej: "Jaki on jest gruby!", na co Jan XXIII odwrócił się i odrzekł: "Moje panie, konklawe to nie konkurs piękności".

"Wolę raczej to, co łączy, niż to, co dzieli" - mawiał. To on wspierał powstającą ekumeniczną wspólnotę w Taizé, interesował się ruchem księży robotników, starał się bronić filozofa o. Pierre'a Teilharda de Chardin.

Mianowany kardynałem i patriarchą Wenecji, kapelusz kardynalski odebrał z rąk prezydenta Vincenta Auriola w Pałacu Elizejskim. Wrócił do Francji niedługo przed wyborem na papieża. Jako legat Piusa XII konsekrował w Lourdes podziemną bazylikę św. Piusa X. Pytany przez dziennikarzy, co chciałby powiedzieć Francuzom na pożegnanie, odparł: "Pokutujcie, pokutujcie, pokutujcie".

12 
Czytaj dalej...

Немає коментарів:

Дописати коментар

Парафія Матері Божої з Люрд в с. Зарудинці

Парафія Матері Божої з Люрд в с. Зарудинці